wtorek, 3 kwietnia 2012

"Buszujący w zbożu" już nie dla mnie


Pamiętam, jak mając kilkanaście lat, odkryłam „Buszującego w zbożu”, którego przeczytałam jednym tchem.  To była jedna z tych lektur, przy której czytając ostatnie zdanie żałujemy, że to już koniec. Byłam zafascynowana bohaterem, jego buntem i poszukiwaniem celu. Sama bowiem przeżywałam podobny etap życia, w którym neguje się cały świat. Dlatego pewnie zachwycała mnie ta zwyczajna opowieść o młodym pogubionym człowieku. Historia bez patosu, wzniosłych słów, ale dzięki temu jakże prawdziwa. Ukazywała bowiem rzeczywistość kilkunastoletniej osoby, która właśnie w ten sposób patrzy na otoczenie.

Po wielu latach w pamięci pozostał mi jedynie ogólny klimat powieści Salingera. „Buszujący w zbożu” kojarzył mi się z historią chłopaka, który sprzeciwił się otaczającej go rzeczywistości, normom społecznym i wyruszył w drogę w poszukiwaniu celu. Wydawało mi się, że jest to nie tylko ciekawa historia, ale również utwór mówiący coś ważnego. Dlatego też zaskoczyło mnie, gdy jedna z moich uczennic, stwierdziła, że dawno nie czytała tak nudnej i bezsensownej książki. Postanowiłam odświeżyć pamięć i po raz kolejny przeczytałam opowieść Salingera i cóż za rozczarowanie. Zamiast fascynacji pojawiło się znudzenie. Przy tym bohater też stracił swoją niezwykłość. Nie jawił mi się już jako zbuntowany, zagubiony chłopak, tylko zwyczajny egoista.  Holden nie ma bowiem żadnych ideałów, wyższych celów. On po prostu dąży do przyjemności. Chce dostać wszystkie przywileje dorosłości, wciąż będąc dzieckiem. Jego idealne życie to po prostu sama zabawa bez obowiązków. Taki bunt nie wzbudza sympatii, lecz bardziej politowanie. Chłopak żyjący bez jakiegokolwiek celu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz