wtorek, 3 kwietnia 2012

Sto lat samotności

Jeśli miałabym stworzyć listę książek, do których z pewnością jeszcze kiedyś wrócę, to Sto lat samotności znalazłoby się w czołówce. Nie tylko dlatego, że ujął mnie realizm magiczny Marqueza, jego wspaniały styl i wyjątkowy zmysł obserwacji, ale również z powodu ilości wątków. Autor stworzył olbrzymią ilość wyrazistych postaci i fascynujących historii, które nie sposób spamiętać po pierwszym przeczytaniu. Jeden raz nie wystarczy też na uporządkowanie sobie natłoku myśli i uczuć wywołanych lekturą. Dlatego wiem, że jeszcze wiele razy sięgnę po Sto lat samotności, aby móc przenieść się w ów magiczny świat Marqueza.



"Oko umysłu" - tajemnice mózgu


Budzik zadzwonił jak co dzień. Przyjemny zapach kawy unosi się w pokoju. Zadowolony zasiadasz do śniadania i sięgasz po poranną gazetę. Nagle uświadamiasz sobie, że nic z niej nie rozumiesz. Dlaczego? Zastanawiasz się, czy ktoś nie zrobił ci dowcipu i nie podrzucił prasy obcojęzycznej. Bierzesz więc książkę, którą czytałeś wczoraj przed zaśnięciem i z przerażeniem stwierdzasz, że jej też nie możesz zrozumieć. Brzmi to jak jakaś niestworzona opowieść? 


"Buszujący w zbożu" już nie dla mnie


Pamiętam, jak mając kilkanaście lat, odkryłam „Buszującego w zbożu”, którego przeczytałam jednym tchem.  To była jedna z tych lektur, przy której czytając ostatnie zdanie żałujemy, że to już koniec. Byłam zafascynowana bohaterem, jego buntem i poszukiwaniem celu. Sama bowiem przeżywałam podobny etap życia, w którym neguje się cały świat. Dlatego pewnie zachwycała mnie ta zwyczajna opowieść o młodym pogubionym człowieku. Historia bez patosu, wzniosłych słów, ale dzięki temu jakże prawdziwa. Ukazywała bowiem rzeczywistość kilkunastoletniej osoby, która właśnie w ten sposób patrzy na otoczenie.

niedziela, 1 kwietnia 2012

List do Paulo Coelho


Drogi Paulo Coelho,

Niestety nie mam już kilkunastu lat, więc wyzbyłam się łatwowierności, idealizmu oraz bezkrytycznego podejścia do życia i literatury. Kiedyś można było mnie nabrać i faktycznie raz mnie oszukałeś, ale z perspektywy czasu podchodzę już do tego z dystansem. Minął okres rozgoryczenia i złości, teraz pozostał jedynie niesmak. Jak mogłam próbować znaleźć głębszy sens w „Alchemiku”, w którym właściwie były jedynie puste słowa. Zmarnowałam tylko czas, a mogłam go poświęcić komuś, kto by wniósł do mojego życia coś interesującego, godnego uwagi.

Nie zarzucam ci braku umiejętności, gdyż to byłoby z mojej strony niesprawiedliwe, albowiem w rzeczywistości  jesteś geniuszem. Mówię to bez cienia ironii czy złośliwości. Drzemie w tobie fenomenalny specjalista od marketingu, który potrafi czytelnikowi sprzedać największą tandetę. Pod przykrywką mistycznej fabuły obiecujesz nauczanie, odkrywanie prawd, a tak naprawdę nie ma ani ciekawej fabuły, a tym bardziej nowatorskich myśli.

piątek, 30 marca 2012

Polski Nobel 2040

Kilka miesięcy temu Gazeta Wyborcza opublikował listę dziesięciu polskich, młodych pisarzy, którzy mają szansę w 2040 roku dostać literacką nagrodę Nobla. Poniżej przedstawiam typowanych autorów.



czwartek, 29 marca 2012

Codzienność


Słońce zaczęło powoli przywracać świat do życia. Na ulicy pojawili się pierwsi przechodnie, którzy jakby w półśnie przemykali w stronę przystanku. Piekarnia dostarczała porcję świeżego pieczywa, a kioskarz rozkładał pachnące drukiem gazety. Ludzie zaczynali swoje rytualne przygotowania do nadchodzącego dnia. Ten ogólny nastrój delikatnego poruszenia wyraźnie zaburzał mój nocny lokator. Wcale nie miał ochoty wstawać i po raz kolejny zmierzać się z rzeczywistością. Wolał pozostać w stanie błogiego snu, o który tak długo musiał walczyć. Wypite hektolitry wódki w końcu przyniosły skutek i teraz mógł spokojnie popaść w zapomnienie. Obok w koszu leżały resztki jego wybawienia. O czym śnił? Chciałabym wiedzieć. Niestety raczej nie podzieli się ze mną swoimi marzeniami po przebudzeniu. Oni często milczą. Posiedzą jeszcze chwilę, żeby przyzwyczaić wzrok do światła, a nogi do twardego podłoża. Później bez słowa odchodzą w poszukiwaniu nowego miejsca, lepszego zapomnienia albo po prostu uciekają ode mnie i od siebie. Tak biegną donikąd, aż padną na kolejnej ławce... Chyba się budzi. Czuję to nerwowe poruszenie. Próbuje jeszcze przeczekać, ale już mu się nie uda długo pozostać w stanie nieważkości. Walczy, walczy…znowu przegrywa. Słońce zaczyna przedzierać się mu przez powieki. Kaszle – to oznacza koniec snu. Zawsze tak jest. Teraz przetrze oczy i niechętnie usiądzie. Ja zaś czekam na przemowę. Tak dawno już nikt do mnie się nie odezwał. Potrzebuję tego…
- Ale gorąco.
Dziękuję ci mój wybawco od tej przeklętej ciszy.

Smak pomarańczy


Nie pamiętała, jak wyglądało jej życie przed wypadkiem. Minęło już tyle lat i wszelkie wspomnienia zupełnie się zatarły. W gorszych momentach sądziła, że kiedyś było jej łatwiej, jednak w cudownych chwilach ekstazy i uniesienia dziękowała za dar, który dostała od losu. Wtedy czuła się wyjątkowa, a nie po prostu inna. Doceniała tą wrażliwość i potrafiła czerpać z niej przyjemność. Były jednak dni, gdy przeklinała swoją  nieuwagę. Jak mogła nie spojrzeć drugi raz w lewo? Miała wtedy dziewięć lat. Może była trochę zamyślona, może za bardzo się śpieszyła, więc wybiegła radośnie na ulicę, a kierowca nie zdążył wyhamować. Później miesiąc w szpitalu, walka o przetrwanie, którą udało jej się wygrać. Teraz ma trzydzieści lat, wspaniałego męża, cudownego synka i prowadzi całkiem normalne życie. Pozostała jej jednak pewna pamiątka po wypadku – rozbudzona wrażliwość smakowa. Niby nieistotny zmysł. Ludzie przecież nigdy się nie zastanawiają, jakby to było, gdyby nie czuli smaku. Zawsze obawiają się, że stracą wzrok czy słuch, a reszta nie ma znaczenia. Monika wiedziała jednak, że to nieprawda. Brak smaku byłby tragedią, jego nadmierne odczuwanie natomiast powoduje, że świat odbiera się zupełnie inaczej. Od czasu wypadku zaczęła poznawać jego subtelności w odmiennym wymiarze. Gdy odkryła nową umiejętność, chciała od razu wszystko posprawdzać. Zaczęła więc od siebie. Nieśmiało polizała skórę na ręce. Poczuła słonawy smak, połączony ze słodyczą, której wcześniej nie znała. Była zachwycona tym odkryciem, więc bez zastanowienia sprawdziła, czy w innych miejscach smakuje tak samo. Zauważyła wtedy, że palce wyróżniały się innym rodzajem słodyczy. Przypominały jej naleśniki z syropem klonowym, które mama podawała w niedzielę, ale wyczuwała również nutkę mlecznej czekolady z migdałami. Trochę już pewniej włożyła kosmyk włosów do buzi. Ich gorzkawy smak z wyraźnym dodatkiem kwaskowatości jej się nie spodobał. Podjęła więc szybko decyzję, że musi zmienić fryzurę. Gdy wyszła ze szpitala od razu poszły z mamą do fryzjera. Od tego czasu nigdy nie miała już długich włosów. 

"Dzieci z Bullerbyn"


"Nazywam się Asia. Jestem dziewczynką, to chyba od razu widać z imienia. Mam sześć lat i wkrótce skończę siedem" 

Tak wyobrażałam sobie pierwsze zdanie książki, która podbiła moje dziecięce serce. Choć właściwą jej bohaterką była Lisa, to jednak czułam się, jakbym sama przeżywała jej przygody. Z radością przerzucałam kolejne strony, aby sprawdzić, co słychać u sześciorga dzieci mieszkających w małej wiosce w Szwecji, a przy tym poznać ich życie i zabawy. Czytając „Dzieci z Bullerbyn” marzyłam, snułam plany, wymyślałam własne historie. Czułam, że ta książka mnie zmienia, daje mi nowe spojrzenie na otoczenie. W opowieści Astrid Lindgren każdy najzwyczajniejszy dzień małych bohaterów był bowiem przedstawiony jak najciekawsza przygoda. Łowienie raków, chodzenie do szkoły, pielenie rzepy czy świąteczne przygotowania - wszystko stawało się okazją do zabawy. Zaczęłam więc zwracać uwagę na szczegóły z mojego świata. Zwyczajnym zajęciom i obowiązkom próbowałam dodać trochę tego czaru, który poznałam za sprawą szwedzkiej autorki.
„Dzieci z Bullerbyn” to ciepła opowieść o dziecięcym świecie, marzeniach i przyjaźni, ukazująca rzeczywistość z punktu widzenia malucha, który odkrywa jej ciekawsze strony. Interesujące drobiazgi dodają uroku codzienności, a zwyczajne zajęcia przybierają niezwykły wymiar. Książka ta to nie tylko fascynująca opowieść dla dziecka, ale także świetny podręcznik nauki zachwytu.     

Dzieła utracone



Od dłuższego momentu siedziałam przed komputerem wpatrując się bezmyślnie w ekran. Nie byłam w stanie napisać kolejnego zdania opowiadania, nad którym właśnie pracowałam. Przycisk „Delete” stawał się coraz bardziej kusił, wzywając mnie do kroku ostatecznego. A może faktycznie nie miało sensu dalsze tworzenie? Czyż nie lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby moje opowiadanie zniknęło w otchłani tekstów utraconych? To wbrew pozorem również ciekawe miejsce dla tekstów, a w szczególności tych niedokończonych. Wtedy w mojej głowie zrodziła się pewna myśl. Czy przypadkiem nie jest tak, że pomimo tego, że utwory różnych pisarzy zaginęły bądź nawet nie powstały, to jednak mają wpływ na naszą kulturę?

Największy antykwariat na świecie


Wszystkim miłośnikom książek, którzy w księgarniach tracą poczucie czasu i potrafią spędzić mnóstwo czasu na poszukiwaniu literackich perełek, życzę, żeby choć raz mieli możliwość spędzenia dnia w Strand Bookstore.
 Strand Bookstore, czyli największy na świecie antykwariat, jak określają właściciele, to „18 mil książek”. Takie wspaniałe miejsce otworzył w Nowym Jorku w 1927 roku Ben Bass. Obecnie prowadzi je jego syn Fred Bass ze swoją córką Nancy Bass Wyden.

Strand Bookstore to idealne miejsce dla bibliofilów. Można tam bowiem dostać nie tylko tanie książki, ale również niespotykane wydania, ciekawe pozycje oraz nowości wydawnicze. Dlatego też antykwariat ten pojawił się na mapie miejsc, które każdy turysta powinien odwiedzić. Warto zajrzeć na róg 12 – ej ulicy na Broadwayu, nie tylko ze względu na interesujące książki, ale również w celu posmakowania kultury. Właściciele dbają bowiem o to, aby zapewnić swoim klientom także innego rodzaju atrakcje - jak spotkania autorskie,czy wywiady.