Od dłuższego momentu siedziałam przed
komputerem wpatrując się bezmyślnie w ekran. Nie byłam w stanie napisać
kolejnego zdania opowiadania, nad którym właśnie pracowałam. Przycisk „Delete”
stawał się coraz bardziej kusił, wzywając mnie do kroku ostatecznego. A może
faktycznie nie miało sensu dalsze tworzenie? Czyż nie lepiej dla wszystkich
byłoby, gdyby moje opowiadanie zniknęło w otchłani tekstów utraconych? To wbrew
pozorem również ciekawe miejsce dla tekstów, a w szczególności tych
niedokończonych. Wtedy w mojej głowie zrodziła się pewna myśl. Czy przypadkiem
nie jest tak, że pomimo tego, że utwory różnych pisarzy zaginęły bądź nawet nie
powstały, to jednak mają wpływ na naszą kulturę?
Według Borgesa „Już sama możliwość
zaistnienia książki wystarcza, by stała się ona bytem.” A skoro jest bytem to
znaczy, że oddziałuje na inne istnienia. Wedle filozofii nie może być bowiem
samoistnych bytów, które nie mają wpływu na rzeczywistość. Czy zatem faktycznie
jest tak, że nieistniejące dzieła zmieniają coś w naszym świecie? Wspomnijmy
choćby Hemingwaya. Zanim został znanym pisarzem, zajmował się pracą
dziennikarską. Były to głównie sprawozdania sportowe. Dodatkowo próbował jednak
swoich sił w tworzeniu tekstów literackich, które skrupulatnie gromadził w
swoim mieszkaniu. Pewnego dnia wysłano go do Lozanny, aby napisał relację z
międzynarodowej konferencji poświęconej konfliktowi grecko – tureckiemu.
Atmosfera podczas tego wydarzenia wydawała mu się nudna, w związku z czym zatęsknił
do swoich literackich wyzwań. Poprosił żonę, żeby przywiozła wszystkie jego
projekty i rozpoczętą powieść, aby mógł wreszcie dokończyć nad nimi pracę. Los
jednak postanowił pokrzyżować mu plany. Walizka wypełniona cennymi papierami
zaginęła na dworcu i nigdy nie dotarła do autora. Myślimy sobie – tragedia. Świat
stracił cenne teksty, które mogły dokonać wielkich zmian w świecie literatury. Nie
koniecznie. Sam Hemingway z perspektywy czasu uważał bowiem, że strata była dla
niego cennym doświadczeniem. Dzięki niej mógł się oderwać od pewnych schematów,
w które popadł w swoich debiutanckich utworach. Od nowa zabrał się do pracy,
szlifując przy tym swój styl i warsztat. Gdyby nie te teksty utracone, możliwe,
że nigdy nie powstałyby „Komu bije dzwon”, „Pożegnanie z bronią” czy „Stary
człowiek i morze”. Zaginione strony nabrały więc nowego znaczenia. Tekst
zamienił się w działanie i czyny, które doprowadziły do nowych dóbr kultury
światowej.
Zupełnie inaczej prezentuje się postać Thomasa
Manna, który umyślnie palił swoje dzienniki. Nie była to spontaniczna
destrukcja w przypływie jakiegoś szaleńczego niezadowolenia ze swojego tekstu,
jak to często zdarza się u pisarzy. Mann miał swój konkretny cel. W dziennikach
opisywał bowiem zdarzenia ze swojego życia tak intymne, że bał się, aby
ktokolwiek o nich przeczytał. Mamy więc nieznane fakty, niektóre może
kompromitujące. Ciekawe, czy gdyby dostały się do kultury, to „Czarodziejska
góra” już by tak nas nie zachwycała. A może wręcz przeciwnie? Fascynująca
postać autor, wzbudziłaby w czytelnikach pewną zachłanność informacji i
próbowali by odkryć jakieś drugie dno utworów niemieckiego noblisty. W
przypadku Manna bardziej interesującą kwestią są jednak wielkie dzieła, które w
końcu nie powstały. Miał na nie pomysły, jednak nigdy ich nie zrealizował.
Pomimo tego przedostały się do naszej kultury, jako dorobek pisarza Gustawa
Aschenbacha, bohatera „Śmierci w Wenecji”. To dopiero wspaniała ironia.
Nienapisane książki zaczynają swoje drugie życie w utworach wydanych.
Niepostrzeżenie przedostają się do kultury, choć właściwie ich istnienie
zakończyło się jedynie na pomyśle. Takie dzieła w dziełach pobudzają fantazję i
kreują nowe wyobrażenia. Przypomnijmy sobie choćby tajemniczą powieść, którą sir
Henry Wotton próbuje zniszczyć charakter Doriana Graya. Oscar Wilde opisuje jej
zgubne działania „To była trująca lektura. Zdawało się, że do tych stronic
przylgnął mącący umysł, ciężki zapach kadzidła. Senna intonacja zdań, subtelna
monotonia ich muzyki, przepełniona skomplikowanymi refrenami i starannie
powtarzanymi częściami, sprawiła, że w miarę jak chłopiec przemierzał rozdział
po rozdziale ogarniała go coraz większa zaduma i chorobliwe marzenie, które
sprawiły, że nie był świadomy kończącego się dnia ani wydłużających się cieni.”
Czyż taki opis nie pobudza nas do domysłów? Sami zaczynamy tworzyć historię,
które mogły być zawarte w tajemnej księdze. To bardziej działa na czytelnika,
niż podana na tacy konkretna treść tego utworu. Nieistniejąca książka działa na
nas choć została tylko w fazie zamysłu, a może nawet nie powstały żadne plany
wobec niej. Wystarczył jej opis bez zagłębiania się w zawartość. Więc jednak
coś nieistniejącego, wyimaginowanego może wpływać na rzeczywistość oraz na
nasze myśli i uczucia.
Co jednak powiedzieć o spalonych
manuskryptach Kafki? Autor bardzo krytycznie podchodził do swoich tekstów i na
ogół wolał zamienić je w popiół, aby nikt ich nie przeczytał. W ten sposób w
jego kominku zginęło mnóstwo utworów, a gdyby nie sprzeciw Maxa Broda wobec
woli autora, to nie poznalibyśmy nawet „Procesu” i „Zamku”. Kafka nakazał
bowiem przyjacielowi spalenie tych rękopisów. Wynikało to ze skromności, a może
niepewności i niezadowolenia z powstałych tekstów. Ciekawe, ile takich
interesujących tekstów faktycznie nie ujrzał świat. Czy one również oddziałują
na rzeczywistość? Tutaj kwestia wydaje mi się dość sporna. Mam poczucie, że nie
zaistnienie wielkiego dzieła jest dla społeczeństwa po prostu ogromną stratą.
Może się jednak okazać, że dzięki zbyt wygórowanej krytyce autorów tekstów,
które nie zostały opublikowane, mamy pewien ład i porządek w literaturze.
Niektórzy niedoszli pisarze mogli przecież ukryć dzieło łamiące wszelkie
konwenanse, zasady, które przyjmowaliśmy za pewne i gdyby je opublikowali nasz
literacki świat runąłby od kilku zdań. Idąc dalej tym tropem, zastanawiam się,
jak wyglądałby świat, gdyby role się odwróciły. Mianowicie ludzie czytaliby, to
co w naszej rzeczywistości zaginęło, zostało zniszczone lub po prostu nie
zostało napisane? Prawdopodobnie wtedy estetyka związana z literaturą byłaby
zupełnie inna. Mielibyśmy inne archetypy, odniesienia i nowe spojrzenie na
świat. Oznaczałoby to, że jednak teksty nienapisane mają wpływ na kulturę.
Właśnie dlatego, że się nie pojawiły. W ten sposób dają miejsce dziełom, które
wpisały się do kanonu wielkiej literatury i nie burzą ustanowionego porządku.
Przy tym niektóre z nich przyczyniły się do powstania wielkich powieści jak na
przykład w przypadku Hemingwaya. Cóż, zatem może wcisnę przycisk „Delete”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz