"Nazywam się Asia. Jestem
dziewczynką, to chyba od razu widać z imienia. Mam sześć lat i wkrótce skończę
siedem"
Tak wyobrażałam sobie pierwsze zdanie
książki, która podbiła moje dziecięce serce. Choć właściwą jej bohaterką była
Lisa, to jednak czułam się, jakbym sama przeżywała jej przygody. Z radością
przerzucałam kolejne strony, aby sprawdzić, co słychać u sześciorga dzieci mieszkających
w małej wiosce w Szwecji, a przy tym poznać ich życie i zabawy. Czytając
„Dzieci z Bullerbyn” marzyłam, snułam plany, wymyślałam własne historie.
Czułam, że ta książka mnie zmienia, daje mi nowe spojrzenie na otoczenie. W
opowieści Astrid Lindgren każdy najzwyczajniejszy dzień małych bohaterów był
bowiem przedstawiony jak najciekawsza przygoda. Łowienie raków, chodzenie do
szkoły, pielenie rzepy czy świąteczne przygotowania - wszystko stawało się
okazją do zabawy. Zaczęłam więc zwracać uwagę na szczegóły z mojego świata.
Zwyczajnym zajęciom i obowiązkom próbowałam dodać trochę tego czaru, który
poznałam za sprawą szwedzkiej autorki.
„Dzieci z Bullerbyn” to ciepła opowieść
o dziecięcym świecie, marzeniach i przyjaźni, ukazująca rzeczywistość z punktu
widzenia malucha, który odkrywa jej ciekawsze strony. Interesujące drobiazgi
dodają uroku codzienności, a zwyczajne zajęcia przybierają niezwykły wymiar.
Książka ta to nie tylko fascynująca opowieść dla dziecka, ale także świetny
podręcznik nauki zachwytu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz