czwartek, 29 marca 2012

"Dzieci z Bullerbyn"


"Nazywam się Asia. Jestem dziewczynką, to chyba od razu widać z imienia. Mam sześć lat i wkrótce skończę siedem" 

Tak wyobrażałam sobie pierwsze zdanie książki, która podbiła moje dziecięce serce. Choć właściwą jej bohaterką była Lisa, to jednak czułam się, jakbym sama przeżywała jej przygody. Z radością przerzucałam kolejne strony, aby sprawdzić, co słychać u sześciorga dzieci mieszkających w małej wiosce w Szwecji, a przy tym poznać ich życie i zabawy. Czytając „Dzieci z Bullerbyn” marzyłam, snułam plany, wymyślałam własne historie. Czułam, że ta książka mnie zmienia, daje mi nowe spojrzenie na otoczenie. W opowieści Astrid Lindgren każdy najzwyczajniejszy dzień małych bohaterów był bowiem przedstawiony jak najciekawsza przygoda. Łowienie raków, chodzenie do szkoły, pielenie rzepy czy świąteczne przygotowania - wszystko stawało się okazją do zabawy. Zaczęłam więc zwracać uwagę na szczegóły z mojego świata. Zwyczajnym zajęciom i obowiązkom próbowałam dodać trochę tego czaru, który poznałam za sprawą szwedzkiej autorki.
„Dzieci z Bullerbyn” to ciepła opowieść o dziecięcym świecie, marzeniach i przyjaźni, ukazująca rzeczywistość z punktu widzenia malucha, który odkrywa jej ciekawsze strony. Interesujące drobiazgi dodają uroku codzienności, a zwyczajne zajęcia przybierają niezwykły wymiar. Książka ta to nie tylko fascynująca opowieść dla dziecka, ale także świetny podręcznik nauki zachwytu.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz