czwartek, 29 marca 2012

Smak pomarańczy


Nie pamiętała, jak wyglądało jej życie przed wypadkiem. Minęło już tyle lat i wszelkie wspomnienia zupełnie się zatarły. W gorszych momentach sądziła, że kiedyś było jej łatwiej, jednak w cudownych chwilach ekstazy i uniesienia dziękowała za dar, który dostała od losu. Wtedy czuła się wyjątkowa, a nie po prostu inna. Doceniała tą wrażliwość i potrafiła czerpać z niej przyjemność. Były jednak dni, gdy przeklinała swoją  nieuwagę. Jak mogła nie spojrzeć drugi raz w lewo? Miała wtedy dziewięć lat. Może była trochę zamyślona, może za bardzo się śpieszyła, więc wybiegła radośnie na ulicę, a kierowca nie zdążył wyhamować. Później miesiąc w szpitalu, walka o przetrwanie, którą udało jej się wygrać. Teraz ma trzydzieści lat, wspaniałego męża, cudownego synka i prowadzi całkiem normalne życie. Pozostała jej jednak pewna pamiątka po wypadku – rozbudzona wrażliwość smakowa. Niby nieistotny zmysł. Ludzie przecież nigdy się nie zastanawiają, jakby to było, gdyby nie czuli smaku. Zawsze obawiają się, że stracą wzrok czy słuch, a reszta nie ma znaczenia. Monika wiedziała jednak, że to nieprawda. Brak smaku byłby tragedią, jego nadmierne odczuwanie natomiast powoduje, że świat odbiera się zupełnie inaczej. Od czasu wypadku zaczęła poznawać jego subtelności w odmiennym wymiarze. Gdy odkryła nową umiejętność, chciała od razu wszystko posprawdzać. Zaczęła więc od siebie. Nieśmiało polizała skórę na ręce. Poczuła słonawy smak, połączony ze słodyczą, której wcześniej nie znała. Była zachwycona tym odkryciem, więc bez zastanowienia sprawdziła, czy w innych miejscach smakuje tak samo. Zauważyła wtedy, że palce wyróżniały się innym rodzajem słodyczy. Przypominały jej naleśniki z syropem klonowym, które mama podawała w niedzielę, ale wyczuwała również nutkę mlecznej czekolady z migdałami. Trochę już pewniej włożyła kosmyk włosów do buzi. Ich gorzkawy smak z wyraźnym dodatkiem kwaskowatości jej się nie spodobał. Podjęła więc szybko decyzję, że musi zmienić fryzurę. Gdy wyszła ze szpitala od razu poszły z mamą do fryzjera. Od tego czasu nigdy nie miała już długich włosów. 
Później zaczęła wykorzystywać smak do podejmowania decyzji. Na przykład robiąc zakupy, musiała skosztować każdej rzeczy. Swoje stroje dobierała tak, aby komponowały się smakowo. Najbardziej lubiła nosić bluzki, w których wyczuwała posmak papierówek. Budziły w niej wspomnienia wakacji u babci, kiedy czuła się bezpieczna i szczęśliwa. Nosiła je na co dzień, po powrocie do domu. Jednak idąc do pracy wybierała coś bardziej eleganckiego. Wiosną idealnie pasowały te o smaku sałaty z sosem vinegrette. Zimą jednak wolała chleb z suszonymi śliwkami. Takie bluzki cudownie ogrzewały i przyjemnie się je nosiło. Spodnie czy spódnice dopasowywała do góry, aby całość współgrała, tworząc zmysłową ucztę smaków. Gdy nauczyła się na drobiazgach podejmować w ten sposób decyzje, postanowiła również wykorzystać tę metodę w poważniejszych kwestiach. Tak też znalazła Krzysztofa, a później powiedziała mu sakramentalne „tak”.
Poznali się w restauracji. To było jedno z ulubionych miejsc Moniki. Wiedziała bowiem, że nie spotka jej tam żaden zawód. Nie lubiła doznawać publicznie obrzydzenia, którego nie potrafiła zakamuflować, a często wręcz kończyło się torsjami. Dlatego też starała się chodzić do najlepszych restauracji. Ta na dodatek miała sympatyczny klimat i była dość kameralna, więc można było spokojnie zebrać myśli po całym dniu pracy. Monika zamówiła sałatę z krewetkami skropioną cytryną, a na drugie makaron z łososiem i kaparami. Do tego pasował idealnie sok ananasowy, który łączył w sobie słodycz, a zarazem drażnił język ostrym akcentem. Czekając na posiłek zobaczyła w rogu samotnego mężczyznę. Spodobał jej się sposób, w jaki jadł. Nie pochłaniał w pośpiechu swojego obiadu, jak to robili wszyscy znajomi z jej pracy, lecz brał drobne kęsy tak, jakby chciał zgłębić ich smak. Przyglądała mu się z nieukrywaną fascynacją. Mężczyzna chyba to zauważył, gdyż w pewnym momencie wstał i podszedł do niej.
- Pani sama? – zapytał czarująco.
- Tak – odpowiedziała nieśmiało.
- Może zjedlibyśmy razem?
- Chętnie – odparła Monika.
Odszedł więc, a za moment wrócił z talerzem. W tym czasie kelner podał jej danie.
- Widzę, że masz wspaniały gust kulinarny. Może się przedstawię. Jestem Krzysztof.
- Miło mi. Monika.
- Smacznego.
- Smacznego – odpowiedziała i zabrała się do celebracji posiłku.
Siedzieli obok siebie w milczeniu, a każdy delektował się cudowną chwilą. Monika przeżywała ekstazę smaków, które odurzały ją i rozpływały się po całym ciele. Krzysztof co jakiś czas zerkał w jej stroną, a na twarzy można było odczytać bezgraniczne uwielbienie, które na niego spadło nie wiadomo skąd. Zachwycała go ta kobieta, którą poznał parę minut temu i już marzył o kolejnych spotkaniach.
Gdy skończyli posiłek, Monika poprosiła kelnera o mocne espresso – bez cukru i bez mleka. Lubiła zakończyć jedzenie gorzkawym smakiem kawy. Krzysztof jednak miał jeszcze ochotę na deser, ukoronowanie obiadu.
- Może zdasz się na mnie? – zapytał szeptem. - Będziesz wniebowzięta.
- Spróbuj – odpowiedziała tak, jakby rzucała mu wyzwanie.
- Poprosimy w takim razie jeszcze dwa tiramisu – zwrócił się do kelnera.
Czekając na deser próbowali nawiązać kontakt. Nieśmiałe pytania, równie wstydliwe odpowiedzi tworzyły między nimi nić porozumienia. Na początku cieniutką. Teraz po dziesięciu latach małżeństwa, to gruba żeglarska lina. Po chwili pojawił się kelner z dwoma pucharami.
- Jeszcze raz smacznego – powiedział z uśmiechem Krzysztof.
- Dziękuję.
Zanurzyła łyżeczkę w deserze i powolnym ruchem skierowała ją do ust. Na języku poczuła pierwsze smaki, słodycz przemieszana z ostrym dodatkiem alkoholu. Zaraz potem uderzyła ją fala zmysłowości, która rozpoczęła swój koncert smaków. Monika zaczęła wznosić się na wyżyny przyjemności i zapomniawszy o towarzyszu delektowała się deserem. Dopiero, gdy skończyła, uświadomiła sobie, że jest w restauracji, a obok niej siedzi Krzysztof, który zapewnił jej takie doznania. Wiedziała, że chce jeszcze kiedyś go spotkać. Ich drogi nie mogły się rozejść w tym miejscu.
- Może byśmy się kiedyś umówili? – zapytała niepewnie.
- Może jutro? – odparł uszczęśliwiony.
Gdy przy kolejnym spotkaniu Monika pocałowała Krzysztofa i poczuła jego smak, który zapowiadał miłość, bezpieczeństwo i szczęście, to wiedziała, że spędzi z nim resztę życia. Teraz mają dom, który jest jak tort truskawkowy, cudownego synka o smaku ciepłego mleka z miodem i przyszłość, która smakuje świeżymi pomarańczami zerwanymi wprost z drzewa. Co jakiś czas tylko pojawia się ziarenko goryczy, ale nie rozgryza go. Jeszcze ma na to czas.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz