Nie pamiętała, jak wyglądało jej życie
przed wypadkiem. Minęło już tyle lat i wszelkie wspomnienia zupełnie się
zatarły. W gorszych momentach sądziła, że kiedyś było jej łatwiej, jednak w
cudownych chwilach ekstazy i uniesienia dziękowała za dar, który dostała od
losu. Wtedy czuła się wyjątkowa, a nie po prostu inna. Doceniała tą wrażliwość
i potrafiła czerpać z niej przyjemność. Były jednak dni, gdy przeklinała
swoją nieuwagę. Jak mogła nie spojrzeć
drugi raz w lewo? Miała wtedy dziewięć lat. Może była trochę zamyślona, może za
bardzo się śpieszyła, więc wybiegła radośnie na ulicę, a kierowca nie zdążył
wyhamować. Później miesiąc w szpitalu, walka o przetrwanie, którą udało jej się
wygrać. Teraz ma trzydzieści lat, wspaniałego męża, cudownego synka i prowadzi
całkiem normalne życie. Pozostała jej jednak pewna pamiątka po wypadku –
rozbudzona wrażliwość smakowa. Niby nieistotny zmysł. Ludzie przecież nigdy się
nie zastanawiają, jakby to było, gdyby nie czuli smaku. Zawsze obawiają się, że
stracą wzrok czy słuch, a reszta nie ma znaczenia. Monika wiedziała jednak, że
to nieprawda. Brak smaku byłby tragedią, jego nadmierne odczuwanie natomiast
powoduje, że świat odbiera się zupełnie inaczej. Od czasu wypadku zaczęła
poznawać jego subtelności w odmiennym wymiarze. Gdy odkryła nową umiejętność,
chciała od razu wszystko posprawdzać. Zaczęła więc od siebie. Nieśmiało
polizała skórę na ręce. Poczuła słonawy smak, połączony ze słodyczą, której
wcześniej nie znała. Była zachwycona tym odkryciem, więc bez zastanowienia
sprawdziła, czy w innych miejscach smakuje tak samo. Zauważyła wtedy, że palce
wyróżniały się innym rodzajem słodyczy. Przypominały jej naleśniki z syropem
klonowym, które mama podawała w niedzielę, ale wyczuwała również nutkę mlecznej
czekolady z migdałami. Trochę już pewniej włożyła kosmyk włosów do buzi. Ich
gorzkawy smak z wyraźnym dodatkiem kwaskowatości jej się nie spodobał. Podjęła
więc szybko decyzję, że musi zmienić fryzurę. Gdy wyszła ze szpitala od razu
poszły z mamą do fryzjera. Od tego czasu nigdy nie miała już długich włosów.
Później zaczęła wykorzystywać smak do
podejmowania decyzji. Na przykład robiąc zakupy, musiała skosztować każdej
rzeczy. Swoje stroje dobierała tak, aby komponowały się smakowo. Najbardziej
lubiła nosić bluzki, w których wyczuwała posmak papierówek. Budziły w niej
wspomnienia wakacji u babci, kiedy czuła się bezpieczna i szczęśliwa. Nosiła je
na co dzień, po powrocie do domu. Jednak idąc do pracy wybierała coś bardziej
eleganckiego. Wiosną idealnie pasowały te o smaku sałaty z sosem vinegrette.
Zimą jednak wolała chleb z suszonymi śliwkami. Takie bluzki cudownie ogrzewały
i przyjemnie się je nosiło. Spodnie czy spódnice dopasowywała do góry, aby
całość współgrała, tworząc zmysłową ucztę smaków. Gdy nauczyła się na
drobiazgach podejmować w ten sposób decyzje, postanowiła również wykorzystać tę
metodę w poważniejszych kwestiach. Tak też znalazła Krzysztofa, a później
powiedziała mu sakramentalne „tak”.
Poznali się w restauracji. To było jedno
z ulubionych miejsc Moniki. Wiedziała bowiem, że nie spotka jej tam żaden
zawód. Nie lubiła doznawać publicznie obrzydzenia, którego nie potrafiła
zakamuflować, a często wręcz kończyło się torsjami. Dlatego też starała się
chodzić do najlepszych restauracji. Ta na dodatek miała sympatyczny klimat i
była dość kameralna, więc można było spokojnie zebrać myśli po całym dniu
pracy. Monika zamówiła sałatę z krewetkami skropioną cytryną, a na drugie
makaron z łososiem i kaparami. Do tego pasował idealnie sok ananasowy, który
łączył w sobie słodycz, a zarazem drażnił język ostrym akcentem. Czekając na
posiłek zobaczyła w rogu samotnego mężczyznę. Spodobał jej się sposób, w jaki
jadł. Nie pochłaniał w pośpiechu swojego obiadu, jak to robili wszyscy znajomi
z jej pracy, lecz brał drobne kęsy tak, jakby chciał zgłębić ich smak.
Przyglądała mu się z nieukrywaną fascynacją. Mężczyzna chyba to zauważył, gdyż
w pewnym momencie wstał i podszedł do niej.
- Pani sama? – zapytał czarująco.
- Tak – odpowiedziała nieśmiało.
- Może zjedlibyśmy razem?
- Chętnie – odparła Monika.
Odszedł więc, a za moment wrócił z
talerzem. W tym czasie kelner podał jej danie.
- Widzę, że masz wspaniały gust
kulinarny. Może się przedstawię. Jestem Krzysztof.
- Miło mi. Monika.
- Smacznego.
- Smacznego – odpowiedziała i zabrała
się do celebracji posiłku.
Siedzieli obok siebie w milczeniu, a
każdy delektował się cudowną chwilą. Monika przeżywała ekstazę smaków, które
odurzały ją i rozpływały się po całym ciele. Krzysztof co jakiś czas zerkał w
jej stroną, a na twarzy można było odczytać bezgraniczne uwielbienie, które na
niego spadło nie wiadomo skąd. Zachwycała go ta kobieta, którą poznał parę
minut temu i już marzył o kolejnych spotkaniach.
Gdy skończyli posiłek, Monika poprosiła
kelnera o mocne espresso – bez cukru i bez mleka. Lubiła zakończyć jedzenie
gorzkawym smakiem kawy. Krzysztof jednak miał jeszcze ochotę na deser,
ukoronowanie obiadu.
- Może zdasz się na mnie? – zapytał
szeptem. - Będziesz wniebowzięta.
- Spróbuj – odpowiedziała tak, jakby
rzucała mu wyzwanie.
- Poprosimy w takim razie jeszcze dwa
tiramisu – zwrócił się do kelnera.
Czekając na deser próbowali nawiązać
kontakt. Nieśmiałe pytania, równie wstydliwe odpowiedzi tworzyły między nimi
nić porozumienia. Na początku cieniutką. Teraz po dziesięciu latach małżeństwa,
to gruba żeglarska lina. Po chwili pojawił się kelner z dwoma pucharami.
- Jeszcze raz smacznego – powiedział z
uśmiechem Krzysztof.
- Dziękuję.
Zanurzyła łyżeczkę w deserze i powolnym
ruchem skierowała ją do ust. Na języku poczuła pierwsze smaki, słodycz
przemieszana z ostrym dodatkiem alkoholu. Zaraz potem uderzyła ją fala
zmysłowości, która rozpoczęła swój koncert smaków. Monika zaczęła wznosić się
na wyżyny przyjemności i zapomniawszy o towarzyszu delektowała się deserem.
Dopiero, gdy skończyła, uświadomiła sobie, że jest w restauracji, a obok niej
siedzi Krzysztof, który zapewnił jej takie doznania. Wiedziała, że chce jeszcze
kiedyś go spotkać. Ich drogi nie mogły się rozejść w tym miejscu.
- Może byśmy się kiedyś umówili? –
zapytała niepewnie.
- Może jutro? – odparł uszczęśliwiony.
Gdy przy kolejnym spotkaniu Monika
pocałowała Krzysztofa i poczuła jego smak, który zapowiadał miłość,
bezpieczeństwo i szczęście, to wiedziała, że spędzi z nim resztę życia. Teraz
mają dom, który jest jak tort truskawkowy, cudownego synka o smaku ciepłego
mleka z miodem i przyszłość, która smakuje świeżymi pomarańczami zerwanymi
wprost z drzewa. Co jakiś czas tylko pojawia się ziarenko goryczy, ale nie
rozgryza go. Jeszcze ma na to czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz